Duet kierowców sponsorowanych przez austriackiego producenta napojów ustrzelił dziś dublet tylko dzięki awarii bolidu Lewisa Hamiltona. Robert Kubica zawiódł nadzieje na udaną końcówkę sezonu. Po w sumie dobrym wyścigu ostatecznie zajął dziesiąte miejsce.
Już na pierwszym zakręcie debiutującego w cyklu Grand Prix toru Yas Marina doszło do pierwszych kontaktów. Bolid prowadzony przez Rubensa Barrichello zachaczył o inny bolid. Wsutek tego ucierpiało przednie skrzydło w samochodzie Brazylijczyka. Ten jednak nie zwolnił tempa, gdyż mocno naciskał go Robert Kubica. Później okazało się, że usterka była na tyle nietypowa, iż w zasadzie nie powodowała żadnego wpływu na prowadzenie się bolidu. Potwierdziła to wizyta owego kierowcy w alei serwisowej, kiedy to obsługa nie wymieniła uszkodzonego "nosa".
Sam Kubica wystartował bardzo dobrze i zyskał jedną pozycję na starcie. Następną zyskał dzięki wyprzedzeniu Jarno Trullego. Następnie próbował rozprawić się z Barrichello, ale ten, pomimo uszkodzeń bolidu nie dał za wygraną. Po drugiej rundzie tankowań Polak wyjechał za Sebastianem Buemi. Pomiędzy kierowcami doszło do walki i ostatecznie obaj wykręcili spina. Kubica miał więcej pecha niż Szwajcar. Wyprzedzili go dwaj kierowcyi ostatnie okrążenia w wyścigu przejechał na dziesiątej pozycji.
Lewis Hamilton, pomimo dobrego startu nie znalazł się na mecie wyścigu. Awarii uległ prawdopodobnie układ hamulcowy. Było to widać, gdy najpierw na jednym z dochamowań Brytyjczyk pojechał za szeroko. Kilka okrążeń później został poinformowany przez swojego inżyniera, że telemetria wskazuje na awarię w układzie hamulcowym jednego z tylnich kół. Na potwierdzenie tej tezy nie należało długo czekać. Z samochodu Lewisa poszedł dym i było jadne, iż to spaliło się coś w układzie odpowiedzialnym za hamulce. Od tego momentu Hamiton miał statystycznie o jedno koło za dużo lub o jeden hamulec za mało. Nie był w stanie utrzymać dobrego tempa jazdy. W związku z tym z niej zrezygnował.
Najciekawszym momentem wyścigu były jego ostatnie okrążenia. Wówczas Mistrz Świata jadąc na trzeciej pozycji postanowił zaatakować wszystkimi siłami w jadącego na drugim miejscu Marka Webbera. Szef zespołu Red Bull Racing, Christian Horner o mało nie spadł z krzesła widząc, co obaj wyprawiają. Na szczęście zakończyło się bez incydentów i obaj szcześliwie dojechali do mety. Wielki plus dla Buttona za wolę walki!
Na uznanie zasługuje także postawa jadącego dopiero trzeci wyścig w Formule 1 Kamui Kobayashiego. Japończyk w japońskim bolidzie był dziś prawdziwym czarnym koniem. Stoczył fantastyczny pojedynek z Mistrzem Świata no i... okazał się górą! Jednakże w ostatecznym rozrachunku jadący na jedno tankowanie samuraj nie wypadł tak różowo. Mimo to szósta pozycja to rezultat, który musiał wkurzyć Jarno Trullego. Na ostatnich kilometrach wyścigu jadący na siódmej pozycji Włoch dwoił się i troił, by dogonić Kobayashiego. Nic z tego. Kamui zasługuje na szacunek, a w jego kontrakt z Toyotą na następny sezon mogą już wątpić chyba tylko "niedowiarki".
To w zasadzie tyle. Zapraszam wszakże do odwiedzenia galerii zdjęć i filmów z Abu Zabi.
Odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź